Życie jest tak bardzo niesprawiedliwe...
Igorek [*]
Miał zaledwie 3 tygodnie i odszedł. Nie umiem tego zrozumieć. Nie tak miało być. Taki niewinny, kochany i zabrakło go...
To podłe, niesprawiedliwe, okrutne. To nie powinno się stać...
Wierzę, że jest Ci tam gdzie teraz jesteś lepiej, że nikt i nic Cię już nie skrzywdzi...
I wystarczy tego. Wszystkie słowa brzmią teraz jednakowo głupio.
Łączna liczba wyświetleń
środa, 31 października 2012
Gdy sen zapomina w porę przyjść...
Nie lubię tych długich samotnych nocy. Zamiast spać - jak każdy przyzwoity człowiek, którego z samego rana wzywają obowiązki - siedzę, leżę i co mi tam jeszcze moje średnio-wygimnastykowane ciało umożliwia - a przy tym wszystkim myślę.
Zacznijmy od początku.
Słucham teraz tego:
Na tym mogłabym właściwie skończyć. Ta piosenka mówi tak wiele.
and even though you're gone
you still mean the world to me
Tak jest. Nie ma Cię, a jesteś dla mnie wszystkim. Te obrazy w mojej głowie. Głos więźnie w gardle, łzy same płyną. Jest mi tak trudno...
Jak bardzo jestem słaba? Dlaczego? Ludzie cierpią o wiele bardziej i potrafią sobie z tym radzić. Mi zabrakło tylko Ciebie. Podobno nawet nie byłeś mnie wart. Podobno będzie ktoś lepszy. O tak, ci wszyscy "inni", którzy zawsze wiedzą lepiej. Nie przejmuj się, mówią. Jutro będzie lepiej, mówią. Jaka szkoda, że obchodzi mnie to tak bardzo jak ja Ciebie...
To takie zabawne... Przecież jeszcze 2,5 miesiąca temu powtarzałeś mi, że jestem dla Ciebie wszystkim.
Proszę - nie kłam tak nigdy więcej. Nikomu.
wtorek, 30 października 2012
Na dzień - dobry - wieczór.
Początki zawsze są najtrudniejsze. Podobno.
Mam to już za sobą - wyjątkowo łatwo poszło.
Może wypadałoby się przedstawić...
Trudno mówić o sobie, gdy nie do końca wie się kim się jest. Nikogo nie obchodzą banały. Co z tego, że jestem studentką (nieszczęsnego kierunku humanistycznego)? Co z tego, że mam 21 lat i nie grzeszę urodą, ani tym bardziej inteligencją?
- Nic.
Po co mi blog?
Piszę od dłuższego czasu. Właściwie z marnym skutkiem. Wmawiam sobie, że tym razem może być inaczej, że jednak znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mnie czytać.
O czym będzie?
O niczym - jak w tytule. Ściślej - o tym, co mi w głowie siedzi. Nie spodziewajcie się rewelacji. Jestem typową kobietą - niezdecydowaną, ale upartą, rozchwianą emocjonalnie, ale stabilną w uczuciach, raczej smutną, ale uśmiechniętą . Sprzeczność goni niedopasowanie - to takie zwyczajne...
W ciągu ostatnich kilku miesięcy, a dokładniej w 6,5 miesiąca, moje życie dwukrotnie obróciło się o 180 stopni i (o dziwo) w tym wypadku 2*180 to wcale nie 360. Rozstania. Straty. Kto z nas ich nie doświadcza?
Przez 4 cudowne miesiące uczyłam się kochać.
Przez ostatnie 2,5 uczę się żyć bez miłości.
Jak to jest, że czujesz, że masz wszystko, a z dnia na dzień - ba! z godziny na godzinę! - świat wali Ci się na głowę? Koniec, a Ty musisz iść dalej. Jak to zrobić? Walczyć, czekać, czy poddać się zupełnie? Jak dbać o cokolwiek, kiedy nic już nie ma znaczenia. Gdzie szukać motywacji do wstawania z łóżka każdego pieprzonego dnia, kiedy pierwsza myśl po przebudzenia dotyczy tego, że właściwie nie masz już nic? Jak się uśmiechać i wmawiać wszystkim, że jest dobrze, kiedy chciałoby się krzyczeć: "jest mi tak cholernie źle, tak ku*ewsko beznadziejnie!"
Wiem jak bardzo histerycznie to brzmi... Po prostu czasami, mam wrażenie, że brakuje mi już łez.
Subskrybuj:
Posty (Atom)