Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 18 grudnia 2012

not but yes

To nie tak, że nie, że ani trochę.
To tak, że w środku bardzo tak,
ale na zewnątrz jakby nie,
bo powinnam nie, ale nie mogę nie.
Muszę tak i muszę udawać, że nie.
I muszę się w tym nie pogubić.

_______________________________________________________________________

It's not that NOT. NOT even a little bit.
It's very much YES inside,
and seems that NOT outside,
because I should NOT, but I can't NOT.
I have to YES and I have to pretend that NOT.
And I have to not get lost in it.

wtorek, 11 grudnia 2012

A break


Znowu przerwa.
Jakie zmiany?
Jestem starsza - to normalne
i mądrzejsza - to nowość.
Przemyślałam trochę, przeczytałam trochę.
Teraz wreszcie się uda.
Miałam napisać "może", ale byłoby to sprzeczne z nową mną.
Proszę, jaki ładny krok do nowej przyszłości! :)


__________________________________________________________________________


A break again.
Any changes?
I'm older - that's normal.
and smarter -that's a new thing.
I've thought a little bit, I've read a little bit.
Now I'm gonna make it work.
I was about to write it wil "probably" happen, but it'll be against the new me.
What a nice step to the new future! :)

środa, 5 grudnia 2012

too tough


Mam swoje małe życzenie na jutro. Chcę poczuć miłość. Nie potrzebuję prezentów, pieniędzy. Chcę jeden, jedyny raz w ten jeden, jedyny dzień usłyszeć: "kocham cię".

Nieważne.
Podejrzewam, że to zbyt wiele...


________________________________________________________________________


I've got my little wish for tomorrow. I want to feel the love. I don't need gifts or money. I want to hear, only once, only that one day: "I love you".

Nevermind.
I suppose, it's too much...

wtorek, 4 grudnia 2012

why is it the way it is?

Zastanawia mnie, dlaczego jest jak jest, chociaż wcale tak być nie powinno. Chyba wszyscy pobłądziliśmy. Jedni rezygnują ze swoich pragnień i marzeń dla szczęścia innych. Ci inni bawią się w najlepsze nie widząc tego, ile się dla nich robi. Nie mają pojęcia, jak wiele cierpienia kosztuje ich radość. Co więcej - zamiast okazać choć odrobinę wdzięczności, tak podle traktują swoje ciche anioły. Nie widzą, czy nie chcą widzieć? A może po prostu łatwiej jest powiedzieć: "nienawidzę go/jej". Podle pozorujemy podłość innych. Wmawiamy sobie, że ta osoba nas skrzywdziła, podczas gdy w rzeczywistości, to my krzywdzimy ją. Jesteśmy okrutni. Powinniśmy wyginąć jak dinozaury. Nienawidzę gatunku ludzkiego. Wstydzę się tego, że jestem jego przedstawicielem. Tak się szczycimy, że rozumni niby jesteśmy. Nędzne prymitywy z nas.
Tyle.

Nie poszło mi dziś bardzo to tłumaczenie...

_____________________________________________________________________

I'm wondering why it is the way it is, although it shouldn't be this way. It seems that we're all lost. Ones give up their desires and dreams to make others happy. Those 'others' are having fun not noticing how much is being done for them. They have no idea how much pain does their happiness cost. What's more - instead of showing at least a little bit of gratitude, they treat their 'silent angels' in such a cruel way. Don't they see or don't they want to see? And maybe it's easier to say: "I hate him/her". We simulate villainy of others in a vile way. We try to convince ourselves that the person has hurt us, while in reality we're hurting them. We're cruel. We should become extinct like dinosaurs. I hate the whole human race. I feel shame because of being its representative. We're so proud of being "wise". Poor primitives we are.
I'm done.

Today's translation is so bad...

seems stupid at least

Wygląda na to, że kocham kogoś, kto nie istnieje. Co więcej - nie istniał nigdy. Ależ mam bujną wyobraźnię!

______________________________________________________________________

It seems, that I've been loving somebody who doesn't exist. What's more - he never have actually existed. What a vivid imagination I have!

sobota, 1 grudnia 2012

for me it's the end


Wszyscy moi najważniejsi znaleźli sobie swoich najważniejszych. Żyjcie, kochajcie i bądźcie szczęśliwi. Dla mnie to koniec. Nie widzę sensu w życiu, w którym nic już dla nikogo nie znaczę.

________________________________________________________________________


All my most important people have found their own ones. Live, love and be happy. I'm done. There's no sense living the live in which one means nothing to anybody.

piątek, 30 listopada 2012

a little bit worse


Odrobinkę gorzej, bo samotnie. Inni mają innych na głowie. Nie lubię być niepotrzebna. Pójdę już lepiej spać, żeby nie mieszać. Tak na koniec krótki wniosek: trudno jest zdać sobie sprawę, że wszystko jest ważniejsze od ciebie...

I dlaczego wszystko brzmi lepiej po angielsku?


__________________________________________________________________

It's a little bit worse, because I'm lonely tonight. The others have their others. I don't like beeing useless. I should better go to bed not to mix things. To finish with a short conclusion: it's so difficult to realize, that everything is more important than you...

And why everything sounds better in English?

czwartek, 29 listopada 2012

trying to do my best


Źle się dziś czuję, ale to dlatego, że boli fizycznie. Psychika odpoczywa.
Doszłam do wniosku, że smutek jest najlepszą pożywką dla weny i jeśli już muszę wybierać, to mam ją zamiar zagłodzić.


Dziś jej nie mam, nie chcę mieć jutro, nie potrzebuję w sobotę...
Nie musi przychodzić już nigdy, jeśli miałabym być bez niej szczęśliwa...


___________________________________________________________________


I feel bad today, but it's so because of the physical pain. My psyche is resting.
I've come to a conclusion, that sadness is the best nourishment for inspiration and if I have to choose I'd rather make it suffer from starvation.
I don't have it today, I don't want to have tomorrow, I don't need it on Saturday...
It doesn't have to come at all if I am to be happy without it...

środa, 28 listopada 2012

she's better

Trochę tęsknię za tym jak mnie kochałeś. Ale ona jest taka piękna. Każdy wolałby ją ode mnie.
Rozumiem.
Tymczasem ja układam sobie życie bez Ciebie. Tak musiało być widocznie.
Rozumiem.
Idę przed siebie. W głowie mam żal na twarzy uśmiech, bo to chcą widzieć inni.
Rozumiem. Przynajmniej tak mi się wydaje.

________________________________________________________________

I miss a little bit the way that you loved me. But she's so beautiful. Everyone would prefer her to me.
I do understand.
Meanwhile, I'm trying to shape my life without you. That's the way it has to be.
I do understand.
I'm going forward. In my head, there's regret, on my face - smile. That's what others want to see.
I do understand. At least, it seems to me I do...

wtorek, 27 listopada 2012

Changes in my life...

Długo mnie nie było, a przy wieczności to zaledwie krótka chwila... Nie był to czas zmarnowany. Uczyłam się szczęścia. Nareszcie rzeczywiście mogę być z siebie dumna. Wiele jeszcze przede mną, ale najgorsze mam jest już chyba przeszłością. Nie do końca wyleczyłam się z miłości, bo nie chcę się z niej leczyć. Poukładałam myśli, wyznaczyłam cele, oceniłam realnie rzeczywistość. Teraz pozostaje mi się tego trzymać. Zdarzają się chwile słabości, bo wciąż ON znaczy dla mnie więcej niż według wielu osób znaczyć powinien. Te chwile nie mają jednak teraz znaczenia. On jest szczęśliwy w swoim niedojrzałym świecie ze swoją nową miłością. Martwię się o niego, bo podejmuje sporo nierozsądnych decyzji, ale nie mam już na niego wpływu. Nie będę go naprawiać na siłę i wbrew jego woli. Poza tym wcale nie mam pewności, że to co uważam za słuszne byłoby dla niego na pewno najodpowiedniejsze. Bo w końcu kto może być czegokolwiek pewien?

________________________________________________________________

It has been a long time since I've recently been there and in terms of eternity it's only a short while... It isn't a wasted time. I've been learning happiness. I can already be really proud of myself. There is still a lot to be done, but I suppose the worse is behind me. I haven't fully recovered from love. I don't want to. I've cleaned the mess in my mind, set the goals and properly assessed the reality. The only thing to do now is to stick to my own rules. There are still the whiles of weakness, as HE still means to me more than he should in eyes of many. Those whiles are now meaningless, however. He's happy in his immature world with his new love. I do care of him, because he makes lots of not really reasonable decissions, but I've got no influence on him anymore. I won't be mending him against his will. Despite that I am not even sure whether things I consider right for him are in fact the most suitable ones. Btw, who may be sure of anything?

wtorek, 20 listopada 2012

the most important is not important any more

Cześć Kochanie,

u mnie po staremu. W szkole nie jest łatwo - kolokwium za kolokwium i co jedno to trudniejsze. Do tego masa projektów, prezentacji, a samych zajęć i wykładów też sporo. Teoretycznie jestem zabiegana od rana do wieczora. W weekendy też niewiele mam czasu. Wiadomo - jak to w domu. Posprzątam, spotkam się ze znajomymi, a potem to już niedziela. Znów pakuję walizkę, wsiadam w pociąg i odjeżdżam. Do obcego świata. Tylu znajomych, a tak naprawdę nie mam tu nikogo.

Pomimo tych wszystkich zajęć stale myślę o Tobie, wiesz? Tęsknię tak bardzo. Kocham Cię najmocniej. Zapomniałam tylko, że już Cię to nie obchodzi...

Na zawsze Twoja,
******

_______________________________________________________________

Hello Darling,

things are as usual. It isn't very easy to do fine at school - one exam followed by another and each far more difficult than the previous one. What's more, there are so many projects and presentations to be done. Not mentioning the number of classes and lectures. Theoretically, I'm busy from dusk to dawn. At weekends there is also little time. It's obvious - as it is at home. I do some cleaning, meet friends, and then it's already sunday. Again, I have to pack my bag, sit on the train and go away. To the strange world. There are so many friends of mine and I have nobody here.

Despite all those duties, I still do think about you, you know? I miss you so much. I love you so much. I've just forgotten that you don't care any more.

Forever yours,
******

poniedziałek, 19 listopada 2012

not mine already but still beloved

Kocham Cię kochanie nie-moje...
I czy trzeba więcej?

________________________________________________________________________

I love you baby even though you're not mine...
Do I need to say more?

niedziela, 18 listopada 2012

It's not the way it should've been


Świat mi się zawalił. Potrzebuję teraz kogokolwiek, kto usiadłby przy mnie, przytulił i pozwolił po prostu płakać. Bez pytań. Tym bardziej bez zapewnień, że będzie dobrze. Nie będzie. Nie bez Ciebie.
Wiesz, to takie śmieszne. Pojawiłeś się nagle, zostałeś na chwilę i odszedłeś... Mogłeś chociaż ostrzec, że za każdą dobrą chwilę będę musiała zapłacić. Z drugiej strony pewnie niewiele by mi to dało. Mówimy  przecież o Tobie. Choćbym miała umrzeć z żalu wiem, że warto było. Jestem bogatsza. O 118 cudownych dni, o najpiękniejsze wspomnienia, najważniejsze doświadczenia i wreszcie o najprawdziwszą miłość. Mówi się, że to uczucie dla dwojga. Ja zostałam z nim sama. To chyba nie do końca tak, jak powinno być.
Tęsknię za Twoim uśmiechem. Tęsknię za Twoimi oczami. Brakuje mi Twego dotyku, Twej obecności, głosu, Ciebie.
Tymczasem jestem sama. Najbardziej sama jak tylko mogę być. Wszyscy wyszli z domu. Nawet psa mi nie zostawili. A ja chcę tylko się do kogoś przytulić...

______________________________________________________________________

My world has collapsed. I need anyone, who will sit next to me, hug me and just let me cry. With no questions. With no assuring that everything's gonna be ok. It won't. Not without you.
You know, it's so funny. You appeared so suddenly, stayed for a while and left... You should've told me that I was going to pay for each and every good time by your side. On the other hand, it wouldn't give me much. I'm talking about you. Even if I'm going to die of sorrow, I know it was worth it. I'm richer. I've gone through 118 wonderful days, I've got the most beautiful memories and the most important experiences. Finally, I've got the truest love. It's called the feeling for the two. I'm alone with it. It's not the way it should've been, I think.
I miss your smile. I miss your eyes, I long to your touch, your presence, your voice, you.
Whereas, I'm as lonely as I can be. Everybody's gone, no one, despite me, stayed at home. They didn't even leave the dog with me. And the only thing I would like to do now is to hug somebody...

sobota, 17 listopada 2012

lost in memory

Wydaje się, że nie jest ze mną najlepiej. Za dużo myślę. Wszystko pachnie Tobą, wszystko przypomina o Tobie. Z jednej strony cieszę się, że jesteś szczęśliwy. Z drugiej jest mi trudno, bo nie wyobrażam sobie, jak możesz być tak zadowolony z życia beze mnie. Wcale nie uważam, że jestem kimś wyjątkowym, czy wspaniałym. Po prostu pamiętam wszystkie zapewnienia, że dla Ciebie świat beze mnie by nie istniał. Tak bardzo kochałeś... Można tak po prostu zmienić zdanie?

_______________________________________________________________________

It seems, that I'm not in the best condition. I think too much. Everything smells like you, everything reminds me of you. On one hand, I'm happy, that you're so lucky. On the other hand, it's so difficult to imagine how is it possible that you're so pleased with your life without me. I don't think of myself as of a special or amazing (in any way) person. I just do remember all the times you were assuring me that the world wouldn't be existing without me. You loved so much... Is it possible to simply change your mind?

piątek, 16 listopada 2012

not the same

Chciałabym znów Ciebie mieć. Tu i teraz. Chociaż na piosenkowego blanta i seks. Albo seks i blanta. Albo blanta, seks i blanta, a potem, to już na zawsze.
Wciąż Cię mam w snach swoich. To za mało. Stanowczo.
Wiesz... Choć bym wrzeszczała, że nie chcę Cię znać, płakała, że Cię nienawidzę, zarzekała się, że zupełnie nic już dla mnie nie znaczysz, nigdy nie będę miała Cię dość.
Wybrałam. Chcę Cię kochać.
Może mógłbyś zechcieć kochać mnie też?


_________________________________________________________________________

I want you. Right here. Right now. At least, as it states in the song - for a weed and sex. Or sex and weed. Or weed, sex, and, weed, and then forever.
I still own you in my dreams. It's too little. Definitely.
You know... Even if I shouted I didn't want to know you, cried that I hated you, sweared that you meant nothing to me, I would never give up on you.
I've chosen. I want to love you.
Would you love me, too?

środa, 14 listopada 2012

trudniej?

Nową nowością jest to, że trudno mi się teraz określić.
Poczytałam trochę i wiem - nie ma się czego obawiać. Jeszcze nie teraz, bo to takie szczenięce. Nie mówię, że nie dojrzeje - jest szansa, że tak, ale na to potrzeba czasu, a to dla mnie wystarczy -mam swój czas na przemyślenia, zmiany, decyzje. Na układanie nowego życia.

Postanowiłam zawalczyć o siebie i myślę, że z walki wychodzę jak do tej pory zwycięsko. Wiem, że jeszcze nie raz on mi się przyśni, jeszcze nie raz popłyną łzy i nie raz ktoś lub coś mi o nim przypomni. Wiem, że jeszcze nie przestałam go kochać i wiem, że nie przestanę. Mówcie sobie, że nie zasłużył, ale czy nie na tym właśnie polega miłość? Na kochaniu zawsze i pomimo wszystko?
Popatrzcie jaką jestem szczęściarą - jestem zakochana...

A jego nowa ona? Mówi o sobie wyjątkowa.
Taka wskazówka. Radzę - zapamiętaj raz na zawsze:
- Nie nazywa się siebie wyjątkowym dziecino. Wyjątkowość się pokazuje.

To chyba tyle "przekazu" na dziś...

niedziela, 11 listopada 2012


Wiecie jak to jest, gdy popada się w obsesję? Gdy wszystko przestaje być ważne, bo liczy się tylko jedna osoba, która nie chce znaczyć dla ciebie nic, a znaczy wszystko? Kiedy tylko w snach możesz mieć go przy sobie i poczuć jak znów całuje twoje usta... z tą swoją delikatnością, która w żaden sposób nie zaprzecza jednak jego męskości. Ba! nawet ją podkreśla. Ze swoim uczuciem, które było naprawdę, nie mam co do tego wątpliwości, ale musiało zostać stłumione... Gdy budzisz się potem uśmiechnięta i uderza cię myśl "to tylko piękny sen", zdejmując uśmiech z twej twarzy, wypełniając oczy łzami, każąc ci żyć bez niego, bo on ma już swoje życie i zabrakło w nim dla ciebie miejsca. Gdy realnie możesz poczuć tylko jego zapach, bo mama przypadkowo kupiła proszek do prania, którym pachniały zawsze jego ubrania. Gdy słysząc jego imię czujesz przenikliwy ból w klatce piersiowej (a serce podobno ma z uczuciami tyle wspólnego, co duży palec u nogi). Gdy wszyscy wokół wmawiają ci jak bardzo podłym jest on człowiekiem, a ty tylko przytakujesz, po czym kochasz go dalej, bo kochasz pomimo wszystko, a nie dlatego, że warto. Gdy nie masz siły żyć, bo całą energię skupiasz na rozmyślaniu o nim, o tym co on robi, gdzie on jest, z kim on przebywa i czy zdarzy mu się jeszcze o tobie pomyśleć. Gdy twoja twórczość kończy się na obmyślaniu najróżniejszych sposobów nakłonienia go do powrotu do ciebie, a każdy kolejny sposób jest głupszy od poprzedniego. Gdy czujesz, że dająca życie miłość odbiera ci je powoli i boleśnie...
Kto zakocha się - przegrywa.
Przegrałam.

środa, 7 listopada 2012

To co ponad siły moje jest

Nie chcę już swojej głowy. Wykończy mnie to ciągłe rozmyślanie i stwarzanie pozorów - tak, żeby nikt nie wiedział, by myśli były tylko moje. Mam ochotę wrzeszczeć, że nie daję rady. Trudno mi cholernie... A plan - wcielony w życie. Nie złamałam się jeszcze i złamać się nie dam. Chociaż boli jakby miało zabić.

wtorek, 6 listopada 2012

O połowach


Ułatwianie wszystkiego jest trudne. 
Wiem co mam robić i to robię - nawet mi ostatnio wychodzi...
A wnętrzności dalej żal ściska. Boli jak cholera - można pewnie to uznać za jakąś chorobę, bo ani serce, ani żaden inny narząd wewnętrzny nie powinien się tak boleśnie kurczyć i to w dodatku tak często, prawda? Z drugiej strony myśli sporo potrafią, więc może to one mnie tak bolą...? Nie wiem.
Wciąż jesteś dla mnie bardzo ważny. Fajnie, że jesteś taki szczęśliwy - chociaż pół mnie ma się dobrze. A drugie pół tymczasem próbuje udowodnić (sobie przede wszystkim), że jest silne i że wreszcie wszystko zaczyna działać. To, o czym drugie pół tak naprawdę myśli nie ma najmniejszego znaczenia. Drugie pół nie chciałoby popsuć sobie humoru pisząc teraz o tym...

poniedziałek, 5 listopada 2012

Powroty


Wczoraj tyle optymizmu, dziś jest go ciut mniej.
Nie umiem się pogodzić z tym, że muszę żyć bez Ciebie. Próbuję, owszem, ale nieudolnie. Chciałabym zrobić coś, co skłoniłoby Cię do powrotu. To coś mogłoby być wszystkim.
Nie dbam o to, co myślą inni - tak czuję, tak jest, nie umiem inaczej. Powinnam żałować, że tak bardzo Cię pokochałam... Zniszczyłam sobie przez to kawał życia. Nie obwiniam Cię za to - widzę tu wyłącznie swoją winę. Z jednej strony jestem wściekła na Ciebie o te wszystkie kłamstwa (choćby te, że mnie nigdy nie opuścisz). Z drugiej, nie mają one dla mnie żadnego znaczenia. Gdybyś tylko chciał wrócić...
Tak, gdybyś chciał... ale nie chcesz. Taki jesteś teraz szczęśliwy? A co z tym szczęściem, które jeszcze nie tak dawno (choć bez Ciebie trwa to już całą wieczność) budowaliśmy wspólnie? Nic to dla Ciebie nie znaczyło? Nie umiem pojąć niczego. Jedyna jasna i nieskomplikowana myśl, jaka krąży teraz po mojej głowie, to że wciąż Cię kocham. Na zawsze, pomimo wszystko... i wygląda na to, że prawdziwie...

niedziela, 4 listopada 2012

Nowości

Na początek piosenka:

It will be lovely day - Małgosia Jamroży


Teraz słowotok...
Wiele się wydarzyło. Końce, początki, straty, zmiany, a to wszystko w tak krótkim czasie. Było trudno i nadal jest, bo nic nie prostuje się przecież tak z godziny na godzinę, ale dziś jest dobry dzień na kolejny krok do przodu. Opłakiwanie przeszłości jeszcze nigdy nikomu nie przyniosło niczego dobrego. Trzeba iść przed siebie, zawalczyć o to, co pozostało, kiedy zawiodło wszystko inne.
Początki nie są łatwe. Trzeba często zostawić sporo za sobą. Żal wciąż mnie nie opuszcza, bo brakuje mi tego, co było między nami, ale Ty już poszedłeś dalej. Dlaczego miałabym zostać w miejscu sama? Skoro nie mogę z Tobą, to muszę iść bez Ciebie.

Chciałabym, żebyś wiedział, że zawsze byłeś dla mnie ważny. I że tak już pozostanie. Nie mam jednak wieczności, moje życie też biegnie ku swemu końcowi. Nieważne, czy nastąpi on jutro, za kilka miesięcy, czy dziesiątki lat... To nieuniknione, a ja nie chciałabym odchodzić smutna i niespełniona.
Wiem, że nikogo już nie pokocham tak jak Ciebie. Tak kocha się tylko raz. Boli mnie fakt, że nawet jeśli ktoś będzie umiał sprawić, że będę się czuła u jego boku szczęśliwa, to zawsze Ty będziesz gdzieś przed nim. Zająłeś sobie pierwsze miejsce w moim sercu, a teraz zmusiłeś mnie, bym nauczyła się żyć bez Ciebie. Z pamięci Cię nie usunę. Nie umiem, nie chcę umieć. W sercu też już pozostaniesz. Jeśli nie zamierzasz wracać zaakceptuję to - tak jak każdy Twój wybór do tej pory. Ile osób potrafi żyć z tęsknotą, oczekując na coś, co nie nastąpi? Dlaczego ja miałabym nie umieć?
Kocham Cię całą sobą, ale skoro wybrałeś inaczej, nie pozostaje mi nic innego jak zachować to uczucie jako najpiękniejsze wspomnienie młodości, które w odpowiednim czasie opowiem swoim wnukom. Jak trudno mi teraz wyobrazić sobie, że nie Ty, że ktoś inny będzie ich dziadkiem...
Jak w ogóle przeszło mi to przez palce?!

sobota, 3 listopada 2012

To jest zdecydowanie jeden z tych dni, które chciałoby się wykreślić z kalendarza.
Długo tak nie płakałam. Jeszcze dłużej nie widziałam, żeby tak płakali inni.
Tyle bólu w jednym miejscu.
Nie umiem tego pojąć...

czwartek, 1 listopada 2012


Dziś się dobrze myśli.
Wszystkich dopada zaduma, nikt nie zadaje pytań, bo ma się zwyczajnie prawo być nieobecnym. Tak jest przynajmniej łatwo. No może łatwiej, bo w takich sytuacjach nic łatwe do końca nie jest.



Każdy pewnie zastanawiał się już nie raz nad tym, dlaczego właściwie ludzie umierają. Komu wystarczy głupie "tak po prostu jest"? Czy coś może dziać się bez przyczyny?
I jakkolwiek prostszy, choć wciąż bolesny, jest fakt, że odchodzą ludzie starsi, tak za nic nie zrozumiem, dlaczego odchodzą dzieci. No kto zrozumie? Zabrakło ich zanim zdążyły posmakować życia. Są przez kilka dni, a potem zostają po nich: zaledwie garstka bolesnych wspomnień, morza wylanych łez, złamane tęsknotą serca i maleńkie gróbki, obok których nawet przejść jest trudno. Nie. Nie tak powinno być.
Refleksja na dziś jest jedna. Krótkie pytanie bez odpowiedzi:
Dlaczego dobrym ludziom przytrafiają się złe rzeczy?


Kto odpowiedź zna?

środa, 31 października 2012

Życie jest tak bardzo niesprawiedliwe...
Igorek [*]
Miał zaledwie 3 tygodnie i odszedł. Nie umiem tego zrozumieć. Nie tak miało być. Taki niewinny, kochany i zabrakło go...
To podłe, niesprawiedliwe, okrutne. To nie powinno się stać...
Wierzę, że jest Ci tam gdzie teraz jesteś lepiej, że nikt i nic Cię już nie skrzywdzi...

I wystarczy tego. Wszystkie słowa brzmią teraz jednakowo głupio.

Gdy sen zapomina w porę przyjść...

Nie lubię tych długich samotnych nocy. Zamiast spać - jak każdy przyzwoity człowiek, którego z samego rana wzywają obowiązki - siedzę, leżę i co mi tam jeszcze moje średnio-wygimnastykowane ciało umożliwia - a przy tym wszystkim myślę.


Zacznijmy od początku.
Słucham teraz tego:


Na tym mogłabym właściwie skończyć. Ta piosenka mówi tak wiele.
and even though you're gone

you still mean the world to me
Tak jest. Nie ma Cię, a jesteś dla mnie wszystkim. Te obrazy w mojej głowie. Głos więźnie w gardle, łzy same płyną. Jest mi tak trudno...
Jak bardzo jestem słaba? Dlaczego? Ludzie cierpią o wiele bardziej i potrafią sobie z tym radzić. Mi zabrakło tylko Ciebie. Podobno nawet nie byłeś mnie wart. Podobno będzie ktoś lepszy. O tak, ci wszyscy "inni", którzy zawsze wiedzą lepiej. Nie przejmuj się, mówią. Jutro będzie lepiej, mówią. Jaka szkoda, że obchodzi mnie to tak bardzo jak ja Ciebie...

To takie zabawne... Przecież jeszcze 2,5 miesiąca temu powtarzałeś mi, że jestem dla Ciebie wszystkim.
Proszę - nie kłam tak nigdy więcej. Nikomu.

wtorek, 30 października 2012

Na dzień - dobry - wieczór.




Początki zawsze są najtrudniejsze. Podobno.

Mam to już za sobą - wyjątkowo łatwo poszło.

Może wypadałoby się przedstawić...
Trudno mówić o sobie, gdy nie do końca wie się kim się jest. Nikogo nie obchodzą banały. Co z tego, że jestem studentką (nieszczęsnego kierunku humanistycznego)? Co z tego, że mam 21 lat i nie grzeszę urodą, ani tym bardziej inteligencją?
- Nic.

Po co mi blog?
Piszę od dłuższego czasu. Właściwie z marnym skutkiem. Wmawiam sobie, że tym razem może być inaczej, że jednak znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mnie czytać.

O czym będzie?
O niczym - jak w tytule. Ściślej - o tym, co mi w głowie siedzi. Nie spodziewajcie się rewelacji. Jestem typową kobietą - niezdecydowaną, ale upartą, rozchwianą emocjonalnie, ale stabilną w uczuciach, raczej smutną, ale uśmiechniętą . Sprzeczność goni niedopasowanie - to takie zwyczajne...





W ciągu ostatnich kilku miesięcy, a dokładniej w 6,5 miesiąca, moje życie dwukrotnie obróciło się o 180 stopni i (o dziwo) w tym wypadku 2*180 to wcale nie 360. Rozstania. Straty. Kto z nas ich nie doświadcza?
Przez 4 cudowne miesiące uczyłam się kochać.
Przez ostatnie 2,5 uczę się żyć bez miłości.
Jak to jest, że czujesz, że masz wszystko, a z dnia na dzień - ba! z godziny na godzinę! - świat wali Ci się na głowę? Koniec, a Ty musisz iść dalej. Jak to zrobić? Walczyć, czekać, czy poddać się zupełnie? Jak dbać o cokolwiek, kiedy nic już nie ma znaczenia. Gdzie szukać motywacji do wstawania z łóżka każdego pieprzonego dnia, kiedy pierwsza myśl po przebudzenia dotyczy tego, że właściwie nie masz już nic? Jak się uśmiechać i wmawiać wszystkim, że jest dobrze, kiedy chciałoby się krzyczeć: "jest mi tak cholernie źle, tak ku*ewsko beznadziejnie!"
Wiem jak bardzo histerycznie to brzmi... Po prostu czasami, mam wrażenie, że brakuje mi już łez.