Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 11 listopada 2012


Wiecie jak to jest, gdy popada się w obsesję? Gdy wszystko przestaje być ważne, bo liczy się tylko jedna osoba, która nie chce znaczyć dla ciebie nic, a znaczy wszystko? Kiedy tylko w snach możesz mieć go przy sobie i poczuć jak znów całuje twoje usta... z tą swoją delikatnością, która w żaden sposób nie zaprzecza jednak jego męskości. Ba! nawet ją podkreśla. Ze swoim uczuciem, które było naprawdę, nie mam co do tego wątpliwości, ale musiało zostać stłumione... Gdy budzisz się potem uśmiechnięta i uderza cię myśl "to tylko piękny sen", zdejmując uśmiech z twej twarzy, wypełniając oczy łzami, każąc ci żyć bez niego, bo on ma już swoje życie i zabrakło w nim dla ciebie miejsca. Gdy realnie możesz poczuć tylko jego zapach, bo mama przypadkowo kupiła proszek do prania, którym pachniały zawsze jego ubrania. Gdy słysząc jego imię czujesz przenikliwy ból w klatce piersiowej (a serce podobno ma z uczuciami tyle wspólnego, co duży palec u nogi). Gdy wszyscy wokół wmawiają ci jak bardzo podłym jest on człowiekiem, a ty tylko przytakujesz, po czym kochasz go dalej, bo kochasz pomimo wszystko, a nie dlatego, że warto. Gdy nie masz siły żyć, bo całą energię skupiasz na rozmyślaniu o nim, o tym co on robi, gdzie on jest, z kim on przebywa i czy zdarzy mu się jeszcze o tobie pomyśleć. Gdy twoja twórczość kończy się na obmyślaniu najróżniejszych sposobów nakłonienia go do powrotu do ciebie, a każdy kolejny sposób jest głupszy od poprzedniego. Gdy czujesz, że dająca życie miłość odbiera ci je powoli i boleśnie...
Kto zakocha się - przegrywa.
Przegrałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz